Białoruś – ostatni bastion europejskiego komunizmu oczami studentów

Rate this post

Gdy na Ukrainie szalała Pomarańczowa Rewolucja, to raper w polskiej wersji językowej przeboju „Razom nas bohato” krzyczał : „te dźwięki budzą lęki u Łukaszenki, Białoruś – bądźcie następni.” Pięć lat później już wiadomo, że w tym niedużym państwie graniczącym z Polską , nic się nie zmieniło i jak na razie wciąż jest zadziwiającym punktem na mapie Europy.
Polska jak Rosja

– Jestem Polakiem, urodziłem się w Pradze, potem mieszkałem w Moskwie, następnie w Mińsku. Jak miałem 14 lat przyjechałem do Polski, do Lublina Zmienialiśmy miejsce zamieszkania, bo mój tata był wojskowym i jego zawód tego wymagał – opowiada Denisa Radecky. – Bardzo mi się tu podoba, może wyjadę gdzieś na kilka lat podróżować, ale tu chciałbym już zostać na stałe. Lubię ludzi tutaj. Wszystko załatwia się przez znajomych, to mi się podoba. Na przykład Niemcy, jak mają jakiś interes, to wszystko na takich oficjalnych szczeblach się dzieje. Tutaj jeżeli z kimś dobrze się dogadujesz prywatnie, to wtedy zaczynasz z nim biznesy. To takie trochę rosyjskie – ocenia Denis.

Dlaczego całe życie marzyłem o tym, żeby mieszkać w Polsce?

Historyczna flaga Białorusi zakazana przez reżim Łukaszenki
fot. Tomasz Woźny
– Na Białoruś trochę boję się wracać, bo mam nieuregulowaną służbę wojskową, a nie chcę wylądować w armii na dwa lata. Obywatelstwa polskiego jakoś nie miałem czasu załatwić, cały czas mam białoruskie. Mam kartę stałego pobytu, czyli nie mogę głosować w wyborach. Właśnie w tym tygodniu miałem jechać to załatwić, ale zaspałem i zamknęli urząd o 15:30. Tam trzeba wypisać jakieś bzdury, dlaczego całe życie marzyłem o tym, żeby mieszkać w Polsce i masz na to trzy strony miejsca – opowiada Denis. Nasz rozmówca nie czuje sentymentu do miejsc, w których mieszkał wcześniej: – Nie tęsknię. W Lublinie w pierwszej liceum rzuciłem szkołę, bo znam się dobrze na komputerach i już zacząłem zarabiać. Rodzice się trochę martwili. Przez rok nic nie robiłem, ale potem pomyślałem, że trochę głupio – wszyscy mają maturę, więc ja też zdam. W Mińsku albo w Petersburgu. Pojechałem najpierw na Białoruś, ale tam akurat minął termin matur na życzenie, więc wsiadłem w pociąg do Rosji.

– Jeśli coś tam jest lepsze, to na pewno system szkolnictwa. Jesteś w szkole przez jedenaście lat, to więzi międzyludzkie stają się silniejsze. Do teraz mamy kontakt ze znajomymi ze szkoły, rozmawiamy gdzieś tak raz w tygodniu na skype. Chcę wiedzieć co u nich, przesyłamy sobie zdjęcia, z ciekawości, a w Polsce jedna szkoła, druga, trzecia – nie będziesz mieć takich dobrych relacji z wszystkimi, bo to za krótko – przekonuje Denis.

Skończyłoby się tak jak na Ukrainie

Jak Denis ocenia białoruskiego dyktatora? – Na Białorusi Łukaszenko zbudował państwo spokojne, jeżeli tam miałaby być jakaś rewolucja, to przyniosłaby negatywne skutki ekonomiczne. Ale jeśli chcesz tam założyć własną firmę, to będziesz narzekać, bo to nie jest dobry pomysł.

– Znam rosyjski, a po białorusku i ukraińsku rozumiem, ale nie mówię. We wszystkich trzech językach jest bardzo dużo takich samych słów. Na Białorusi i na Ukrainie wielu ludzi mówi po rosyjsku. Śmiesznie jest na Litwie, wujek mi opowiadał, że jak przyjeżdża Rosjanin i pyta Litwina o drogę, a ten mu odpowiada czysto po rosyjsku, że nie rozumie.

Kobiety nie są stworzone do polityki

– Walczyłam w opozycji jakiś czas – mówi Masza Kozel z Mińska, która tu studiuje socjologię. – Na Białorusi chodziłam do liceum, które było zamknięte przez władze. Lubię mówić prawdę i to, co myślę. Żeby dostać zaświadczenie o ukończeniu szkoły, musiałam zdawać wszystkie egzaminy eksternistycznie w innej placówce. W ciągu półtora miesiąca z wiedzy, którą posiadłam przez 11 lat. To nie było aż tak trudne, ale gorzej potem trafić na studia. Myślę, że na pewno bym się dostała, ale nie wiem czy wytrwałabym tam dłużej niż rok. Jak wychodzisz na ulicę podczas jakiejś manifestacji, to jest bardzo małe prawdopodobieństwo, że zostaniesz potem na uczelni – opowiada.

Masza tak wspomina swój czynny sprzeciw przeciw reżimowi Łukaszenki: – Udzielałam się w opozycji, bo byłam dzieckiem i chciałam iść walczyć, krzyczeć. Teraz już za stara jestem na to. Poza tym kobiety nie są stworzone do polityki. Jestem objęta takim samym programem jak ludzie z pochodzeniem polskim, tylko przyjęto mnie przez względy polityczne. Moim pierwszym językiem był rosyjski, a po białorusku mówię jakieś pięć lat chyba. To był mój wybór. Stwierdziłam, że to jest mój ojczysty język i jeżeli nie ja – to kto inny będzie w nim rozmawiał? Jestem nosicielką tego języka i muszę pokazywać, że nie trzeba się tego bać.

Dodaj komentarz