Przyznawane są Oscary, Wiktory, Fryderyki i inne Cezary. Na przekór wszystkiemu my przyznawać będziemy Andrzeje i dla równowagi Antyandrzeje. Ranking nie dotyczy jedynie ostatniego roku, a szerszej perspektywy bycia Andrzejem.
Antyandrzej Polityki
Zaczynamy od tej szacownej kategorii z banalnego powodu. Wybór jest prosty jak budowa cepa. W końcu to narzędzie ma spory udział w tym właśnie wyborze. Powiedzmy to wreszcie. Antyandrzeja Polityki otrzymuje Andrzej Lepper! Domyślamy się, jak bardzo jesteście zaskoczeni, dlatego parę słów wyjaśnienia.
Jesteśmy w stanie wymienić dziesiątki powodów dla których to Andrzej Lepper został Antyandrzejem. Wymieńmy choćby trzy:
1. Bredgens. Co będziemy wyjaśniać, zobaczcie sami:
2. Inteligencja. Za przeprowadzenie dowodu logicznego, że z inteligencją można się urodzić.
3. Poczucie humoru. Ten śmiech zapamiętali wszyscy.
Andrzej PolitykiNo i mamy problem. Andrzeje w polityce są, ale niewiele z tego wynika. Musimy więc sięgnąć do historii i nagrodzić Andrzeja Frycza – Modrzewskiego. Nagroda należy mu się choćby za zaskakującą aktualność dzieła „O poprawie Rzeczypospolitej”.
Antyandrzej SportuZnowu nie będziemy oryginalni. Jednak zanim powiemy, kto dostał Antyandrzeja sportu zadajmy kilka pytań. Jak długo można się dobrze zapowiadać? Jak można wygrać 41 walk bokserskich, po czym przegrać 7 najważniejszych i nadal być bohaterem narodowym? Jak długo można być nadzieją białych? Dobra, ostatnie pytanie trąci rasizmem, więc powiedzmy to w końcu. The winner is Andrzeeeeeej Gołota.
Tak dla przypomnienia, „53 sekundy z życia boksera”:
Andrzej Sportu
W tej kategorii jest jakiś tam wybór. Nie ma może tuzów sportu, ale dzięki temu nie musimy wybierać między Andrzejem Małyszem, a Andrzejem Kubicą. Dlatego jako niemalże fanatyczni miłośnicy piłki nożnej wybieramy Andrzeja Juskowiaka. Niezorientowanym przypominamy, że to wielokrotny reprezentant Polski, brązowy medalista z Barcelony i kolega Krzysia Kowalczyka. Nie wystarczy? To dorzucimy jeszcze anegdotkę. Jeden z naszych kolegów z boiska w czasie wymiany studenckiej w Lizbonie miał ksywę „Żuskowiak”. Nadali mu ją portugalscy znajomi, bo Polska kojarzyła im się właśnie z Juskowiakiem. Pewnie dlatego, że nasz bohater strzelił w barwach Sportingu Lizbona 43 bramki. Na przykład takie:
Antyandrzej Kultury
Oj, narazimy się, ale i tak Antyandrzeja Kultury przyznamy Andrzejowi „Piaskowi” Piasecznemu. Za głupia ksywę i uosabianie wszystkiego, co najgorsze w polskim popie dramatycznym.
Coś dla fanów i masochistów:
Andrzej Kultury
Powiemy krótko: Andrzej Krzywy. Kto? – zapytał nasz młodszy kolega. No cóż, okazuje się, że ktoś znany w latach ‘90 może być już zapomniany. Duża niesprawiedliwość. Za Andrzejem Krzywym przemawiają:
1. Wizjonerstwo. Już w 1989 roku przewidział obecne kontrowersje społeczne Europy, wydając płytę „Kochać inaczej”. Co prawda nie była o homoseksualistach, ale co tytuł to tytuł.
2. Dystans. Wie kiedy robi z siebie małpę i potrafi to jakoś wyjaśnić:
3. Skromność. Jak na pracownika polskiego show businessu to jest niemal jak mnich. Mało go w telewizji, nie odświeża wizerunku jako członek jury „Tańca na lodzie” i nie gra w hipermarketach. Przynajmniej nie słyszeliśmy, żeby grał.
Na tych trzech kategoriach poprzestaniemy. Niepokoi nas jeszcze jedno. Brak kobiet w rankingu. Co prawda w języku polskim trudno o formy spotykane u naszych południowych sąsiadów jak Ondrzeja. Niestety, nie znamy też żadnej Andrzeji. Jednak jak podają pewne źródła, za imię żeńskie pokrewne z Andrzejem można uznać Angelinę. Niezależnie od błędności tego rozumowania, kierowani zasadą, że liczą się przecież piękne oczy, przyznaliśmy nagrodę specjalną dla Angeliny Jolie. Ot tak. Oglądajcie do końca, panowie.