Kultura

2010-03-07 12:33:15

(Nie)romatyczna komedia. „W chmurach”. Oskary 2010.

Wasza ocena brak Oceń artykuł

Komedia romantyczna to gatunek, który zdominował amerykańskie kino lat początku millenium. Wziął się za nie i Jason Reitman – reżyser wrażliwy, niekonwencjonalizujący się. I wyszła bardzo „nie-romatyczna” komedia. I bardzo czuły film.

On (George Clooney) jest bogatym prawnikiem/przedsiębiorcą/lekarzem, który ma olbrzymie powodzenie, ale do kobiet się... hmm, nie przywiązuje. Ona (jakaś tam ładna laska) jest atrakcyjną kobietą, która znajduje sposób by brakiem zainteresowania/grą/sprytem przyciągnąć go do siebie i spowodować, że on będzie biegać za nią a nie na odwrót. W międzyczasie mają masę zabawnych perypetii. W którymś momencie się do siebie zbliżają – jest Ta Scena. Potem następuje załamanie, chwila rozłąki a potem pędzą do siebie przez Amerykę/miasto/lotnisko aby paść sobie w ramiona i żyć szczęśliwie i dochować się gromadki dzieci.


Chociaż George Clooney w ciągu ostatnich kilku(nastu) lat trochę się postarzał to nie byłby najgorszy sposób do opisania ideału komedii romantycznej, gatunku, pod którego znakiem upłynęły Nam w kinie lata 2010.


I u Reitmana jest właśnie prawie tak.


Clooney i jego zawód – w tym przypadku zarabiającego krocie specjalisty od zwolnień – odhaczone. Kobieta – owszem nie bardzo młoda, ale niesamowicie ponętna i hmm... opływowa (co widać w jednej scenie tylko z nią i kokardą) – jest. Perypetie, śmieszne przygody, moment kryzysu – jest. Szczęśliwe „happily ever after” - hmm, no właśnie. Nie do końca jest.


Zaraz, chwila.

Czy powiedziałem u Reitmana?


Czy to nie ten facet, który nakręcił „Juno” - jedną z najbardziej prawdziwych życiowo komedii jakie widziałem w ciągu ostatnich lat? I on miałby kręcić coś tak skonwencjonalizowanego jak komedia romantyczna?


Chyba, że to nie do końca komedia romantyczna. Reżyser wziął szkielet (patrz akapit pierwszy) i się nim zabawił. Wziął ponętnego Clooneya i wykorzystał fakt, że aktor się postarzał, że jego postać mimo nienagannych garniturów i uśmiechu rodem z reklam pasty Blend-a-med może być zmęczona życiem. Wielki Samotnik nie udźwignie egoistycznej teorii, którą wokół siebie zbudował, a która każe patrzeć na wszystkich bliskich jak na niepotrzebny, konieczny do zrzucenia balast. Postawił kobietę – przebiegłą, ciepłą, bardzo w niego wpatrzoną, której widz tak bardzo kibicuje – żeby złamała tego zimnego faceta.


Prawda, że go złamie panie reżyserze?! Prosimy Panie reżyserze!!


Złamie.


A później przyjdzie zaskoczenie.


Nie ma happy endu. Nie ma morałów, nie ma „happily ever after”. Romantyczny schemat okazuje się być jednym wielkim oszustwem, a życie okazuje się być przewrotne i czasem bolesne. Najboleśniejsze w tych momentach, gdy podejmuje się „właściwe decyzje”.


Mimo tego rozczarowania, a może dzięki niemu to bardzo ciepły film. Bo prawdziwy, bo opowiada o ludziach a nie o jakichś konstruktach pochodzących wprost z głów scenarzystów Wielkiego Srebrnego Ekranowego Boga. Reitman, z pomocą Sheldon Turner sam napisał scenariusz.


Dokłada się do tego sposób kręcenia – mało spektakularny, czasem jakby niedbały. Kolorami, trochę przyblakłymi i sposobem kadrowania raczej właściwszy dokumentowi niż hollywodzkiej superprodukcji. To już znak firmowy reżysera.


No właśnie: Reitman, Reitman, Reitman. Oglądając „W chmurach” nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że to teatr jednego aktora. Film tak bardzo naznaczony piętnem reżysera, że cała reszta schodzi na plan dalszy. Owszem, Clooney i partnerujące mu panie: Vera Farmiga („jego romantyczna miłość”) i Anne Kendrick (młoda adeptka, którą Clooney przyucza do zawodu) grają dobrze, momentami brawurowo, ale to nie oni ciągną film. Są po prostu dobrze poprowadzonymi marionetkami. Wyższy byt czuwa nad wszystkim.


To film bardzo autorski, bardzo charakterystyczny dla tego autora. Twórca Juno ponownie potwierdził własną wartość i wyraźny, odczuwalny, choć tak subtelnie odciskający się na filmie charakter. Warto się tej emanacji przyjrzeć.




Nominowany za: najlepszy film, reżyseria – Jason Reitman, najlepszy scenariusz adaptowany – Jason Reitman, Sheldon Turner, najlepszy aktor pierwszoplanowy – George Clooney, najlepsza aktorka drugoplanowa – Vera Farmiga, najlepsza aktorka drugoplanowa – Anna Kendrick

Dostanie za: wszystko zależy jak akademia oceni Avatara. Jeśli nie doceni to Reitman wygra. W wyścigu o najlepszy film może być czarnym koniem. Ale niczym więcej, konkurencja jest ostra. Co do aktorów to nie są role ich życia – Oskarów ni będzie.

Mateusz Myślicki


studente.pl on Facebook
Dodaj do Gwar.pl Wykop to! Dodaj do Digg.com

Przeczytaj komentarze na Forum studente.pl

Brak komentarzy na ten temat. Zobacz inne dyskusje na Forum lub dodaj komentarz.

Forum studente.pl Najnowsze wątki | Najpopularniejsze wątki | Dołącz

Zobacz także

Przewodnik po wrocławskim Rynku oczami amerykańskich studentów Raport o studenckich finansach Wyślij brzuszek na wakacje Ogólnoświatowy dzień mediów społecznościowych
Przypomnij hasło » Zarejestruj się »

Eventy - Katowice