2006-08-08 15:32:50
W czasach, gdy dwadzieścia trafień wystarczyło do osiągnięcia statusu legendy, on miał ich na koncie blisko osiemdziesiąt. Dziś jego imieniem nazywa się restauracje, firmy i gry komputerowe, a nawet filmy. Po prawie dziewięćdziesięciu latach legenda Czerwonego Barona wciąż jest żywa.
Jest rok 1915, trwa niemiecka ofensywa na froncie rosyjskim, zaś na zachodzie rozpoczyna się wieloletnia, wyczerpująca wojna pozycyjna. Młody kawalerzysta Manfred von Richthofn, zawiedziony małym udziałem konnicy w walkach, wstępuje w szeregi nowopowstałych oddziałów lotnictwa. Nikt nie przypuszcza, że już niedługo ten zaledwie 22-letni chłopak stanie się legendą, tym bardziej, że swój pierwszy lot kończy awaryjnym lądowaniem i rozbiciem samolotu.
Manfred von Richthofen urodził się w 1892 r. we Wrocławiu. Jako syn pruskiego szlachcica i oficera, już w wieku 11 lat wstąpił do pruskiej akademii wojskowej w Wahlstatt (dzisiaj Legnickie Pole). Bardziej od nauki pokochał jazdę konną i niedługo stał się stałym uczestnikiem wyścigów konnych wokół Wrocławia. Po wybuchu wojny bił się dzielnie na obu frontach w szeregach 1. Regimentu Kawalerii Cesarza Aleksandra III, jednak wkrótce porzucił konnicę dla lotnictwa.
Kariera Richthofena szybko nabierała rozpędu. 17 września 1916 r. odnotował pierwsze potwierdzone trafienie, a już w styczniu 1917r. otrzymał prestiżowe odznaczenie za odwagę, Pour la Mérite, co postawiło go w gronie największych asów lotnictwa. Powierzono mu także dowództwo dywizjonu Jasta 11. Właśnie wtedy Richthofen zdecydował się pomalować niektóre fragmenty swojej maszyny na czerwono, aby własna obrona naziemna przez przypadek go nie ostrzelała. Stąd wziął się jego przydomek, pod którym przeszedł do historii - „Czerwony Baron". Czerwony stał się wtedy kolorem bardzo popularnym: wkrótce wszyscy piloci Jasta 11 zaczęli eksponować go na swoich maszynach.
Kwiecień 1917r. był dla alianckiego lotnictwa „czarnym kwietniem". Brytyjczycy stracili w tym miesiącu 912 pilotów, a sam Richthofen zestrzelił 21 maszyn wroga. Po swoim 41. trafieniu otrzymał rozkaz udania się na urlop - stał się dla władzy ważnym trybikiem w potężnej maszynie wojennej propagandy. Sława była dla niego prawdziwym ciężarem - musiał jeździć po Niemczech i wygłaszać patriotyczne przemówienia, czego z całej duszy nie znosił.
W czerwcu sformowano 1. Eskadrę Myśliwską pod dowództwem „Czerwonego Barona", którą alianccy żołnierze nazywali „eskadrą Richthofena". Wkrótce potem został zestrzelony, a poważny uraz głowy sprawił, że do końca swojego życia miał zaburzenia równowagi i kłopoty z okropnymi bólami głowy. Dowództwo niemieckie, obawiając się propagandowych skutków kolejnych powietrznych porażek, usiłowało zatrzymać go na ziemi, wydając rozkaz, aby nie startował do walki, „jeśli nie będzie to konieczne", jednak pilot regularnie go łamał. Mimo to spędzał więcej czasu na propagandowych spotkaniach niż w powietrzu.
W sierpniu „eskadra Richthofena" otrzymała nowe maszyny - trójpłatowce Dr.I. Mimo że Manfred von Richthofen większość potyczek stoczył na dwupłatowcach tylko częściowo pomalowanych na czerwono, to jednak właśnie ten krwistoczerwony od dziobu do ogona samolot stał się maszyną najbardziej z nim kojarzoną.
Pod koniec wojny jego zapał bojowy znacznie zmalał. „Po każdej walce powietrznej jestem w fatalnym nastroju (...). Wiem, że wojna nie jest tym, za co ją uważają cywile: hurra i naprzód! Jest czymś bardzo poważnym i bardzo ponurym" - zanotował w swoim dzienniku.
21 kwietnia 1918r. Manfred von Richthofen, mający na koncie 81 zestrzeleń, wleciał z misją bojową nad terytorium wroga. Najprawdopodobniej poleciał dalej i przemieszczał się na niższej wysokości niż przewidywały to jego rozkazy. Zginął od pojedynczego strzału, oddanego z ziemi. Jego ciało zostało skremowane przez wojska brytyjskie z zachowaniem pełnych wojskowych honorów a wśród alianckich żołnierzy doszło do zażartych kłótni, któremu z nich przypisać to trafienie.
W III Rzeszy Richthofen stawiany był za wzór waleczności i rycerskości. Jego imieniem nazwano dzisiejszy pl. Wiślany oraz ulice na Ołtaszynie, Oporowie i Pilczycach. Od 1961r. jego imię nosi 71. pułk lotniczy w Wittmund.
Na podstawie:
Norman Davies, Roger Moorhouse „Mikrokosmos"
„Encyklopedia Wrocławia" Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2000
www.briggsenterprises.com/bluemax/ (stamtąd pochodzą też zdjęcia)
www.worldwar1.com/biocmvr.htm
2012-04-27 13:14:41 Anka
Ja studiuje zaocznie socjologie na wszibie ( w krk) i pracuje jednoczesnie wiec da sie to pogodzić :) trzeba spokojnie podejsc do tematu, nie dać si...>>
2012-04-26 01:41:19 sammo
Szukasz pomysłu na własny biznes? Chcesz rozwinąć swoją działalność gospodarczą? Zapoznaj się z naszą ofertą współpracy dla Licencjobior...>>
2012-04-26 01:36:05 I już (gość)
Jedyne w czym przoduje ten instytut to w poziomie chamstwa niektórych wykładowców. Ludzie jeszcze nigdzie nie spotkałam się z takim chamstwem, ja...>>
2012-04-25 16:01:45 Erzam z Roterdamu (gość)
Jeżeli chodzi o organizację wyjazdów na stusdia do USA,to śmiało mogę polecić firmę EF Education http://www.ef.pl/aya/destinations/united-stat...>>