Jako top polskich produkcji, krytycy filmowi najczęściej wskazują komedie okrzyknięte mianem kultowych spod znaku Barei i Machulskiego. "Miś", "Rozmowy kontrolowane", "Seksmisja", "Kingsajz", "Rejs", "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?" – te tytuły wymieniane są jednym tchem, ale i tak najczęściej z zaznaczeniem, że to, co dobre, już minęło. Czasami ktoś dorzuci jeszcze kilka tytułów Wajdy, Zanussiego czy Kieślowskiego, dołoży dwie pierwsze ekranizacje sienkiewiczowskiej Trylogii Hoffmana i na tym często kończy się wykład o polskiej sztuce filmowej.
Tymczasem wiele filmów wylądowało w archiwach niekoniecznie dlatego, że były słabe. Wiele z tych filmów po prostu nie doczekało się swoich 5 minut. Prezentujemy subiektywną listę tych niesłusznie zapomnianych.
5. Sonata marymoncka To jedyna „kolorowa” ekranizacja prozy Marka Hłaski. Pochodząca z roku 1987 adaptacja Jerzego Ridana to świetne dzieło analityczne. Decyduje o tym z pewnością specyfika samej książki, która w odróżnieniu od innych operuje znacznie szerszym tłem historycznym. Wybuch II wojny światowej, lata okupacji i trudny okres powojenny są dla głównego bohatera sprawdzianem zaradności i umiejętności przystosowania się do szorstkiej rzeczywistości.
Fabuła opiera się na historii życia nastoletniego Ryśka, w którego wcielił się Olaf Lubaszenko. Oczami młodego człowieka śledzimy zmiany społeczne i kulturowe, jakie towarzyszyły rodzeniu się Polski Ludowej. Ubogie dzieciństwo na warszawskim przedmieściu, potem okupacyjna młodość spędzona w knajpie, której właściciel kolaborował z nazistami i wreszcie dojrzałość, osiągnięta w latach pięćdziesiątych stały się pretekstem do stworzenia niepowtarzalnego nastroju. Wbrew pozorom, film utrzymany jest bardziej w klimacie refleksyjnej bezsilności, niż brutalności charakterystycznej dla prozy Hłaski.
4. Ewa chce spać Doskonały przykład na to, że dobry film wcale nie musi być trudny w odbiorze. Sięgający roku 1957 roku debiut reżyserski Tadeusza Chmielewskiego to sympatyczna opowieść o siedemnastoletniej Ewie Boneckiej, która trafia do nieokreślonego miasta dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego. Mimo usilnych starań nie zostaje wpuszczona do internatu, co skazuje ją na błąkanie się po ulicach w poszukiwaniu noclegu. Utrzymana w komediowej konwencji opowieść prowadzi widza poprzez na pół realny, na pół fantastyczny świat głupoty i groteskowego występku.
Noc w naturalny sposób warunkuje pojawienie się niezwykłych policjantów, złodziei i innych ciekawych osobistości. Dobry humor i nazwiska Kaliny Jędrusik, Jana Kobuszewskiego, Bronisława Pawlika i Gustawa Lutkiewicza gwarantują doskonałą zabawę.
3. Medium Polski horror? Niektórych zapewne zdziwi, że filmy grozy w ogóle w Polsce powstawały. Niespodzianką może się również okazać, że te, które nakręcono rzeczywiście prezentowały dość wysoki poziom i nawet jeśli fabuła miała pewne mankamenty, resztę nadrabiała gra aktorska. W przypadku wyreżyserowanego przez Jacka Koprowicza Medium mamy do czynienia z połączeniem świetnego pomysłu, ciekawej realizacji i gwiazdorskiej obsady.
W głównych rolach występują Jerzy Stuhr, Ewa Dałkowska, Grażyna Szapołowska, Władysław Kowalski i Henryk Bista. Akcja filmu rozgrywa się w Sopocie w roku 1933, tuż po dojściu Hitlera do władzy. Kilku bohaterów z niezrozumiałych dla siebie przyczyn jedzie nad morze. Bezwolni nie wiedzą, że kieruje nimi tajemnicza moc wyzwolona przez pewnego okultystę. Odtworzenie tragicznych wydarzeń sprzed czterdziestu lat, kiedy w dramatycznych okolicznościach zginęło cztery osoby, ma pomóc śmiertelnie choremu magowi odrodzić się ponownie w ciele dziecka. Brak groteskowych efektów specjalnych typowych dla polskiego kina lat osiemdziesiątych sprawia, że film rzeczywiście trzyma w napięciu.
Dalszy ciąg listy na następnej stronie.